W minionych wiekach inspiracje dotyczyły wybrańców: artystów, inżynierów, naukowców. Starożytni zostawili nam opowieści o dziewięciu Muzach, z których każda opiekowała się inną ze sztuk i nauk, a szanujący się muzyk, poeta czy malarz miał swoją muzę, która go inspirowała.
Współcześnie popularne są porady psychologiczne i książki o tym jak i czym można się zainspirować. I okazuje się, że można się zainspirować wszystkim, a głównie pracami innych osób. Myślę sobie jednak, że wyłącznie materialne czerpanie pomysłów, nie połączone z osobistym przeżyciem i nadaniem osobistego wyrazu pracy ma sporo wspólnego ze ściąganiem w szkole.

Dla mnie najbardziej inspirujące jest obcowanie z innymi ludźmi obdarzonymi pasją. Obserwowanie ich emocji, rozszerzonych źrenic, wypieków na twarzach i rodzenia się szalonych pomysłów jest fascynujące. To nadaje sens własnemu szaleństwu i przywraca chęć do działania.
Co mnie jeszcze inspiruje? Miejsca. W moim przypadku, rozbudzające wyobraźnię miejsca są mocno związane z nieprzeciętnymi ludźmi.
W XIX wieku wielcy twórcy podróżowali do Paryża, aby tam szukać natchnienia i wzajemnego towarzystwa. Obecnie Paryż już nie ma takiej mocy przyciągania artystów, pojawiły się inne miasta przyjazne działaniom artystycznym. Kiedy jechałam do Paryża spotkałam się z przekonaniem, że Paryż jest passe oraz z marketingowym wychwalaniem romantyzmu tego miasta i obrazkami obściskujących się par. Na miejscu okazało się, że Paryż jest kompletnie nieromantycznym miejscem. Tłumy turystów we wszystkich „obowiązkowych punktach programu”. Kilometrowe kolejki czekających do windy na wieżę Eiffla (przy okazji: policzyłam, że rocznie Paryż inkasuje za bilety na tę budowlę 67 milionów Euro – genialny wynik sprzedażowy, nieprawdaż?). Pod obrazem Mony Lisy w Luwrze zbiegowisko z aparatami fotograficznymi w komórkach (mimo, że na zdjęciu spoza szyby ochronnej nie będzie widać obrazu) i ludzie, którzy nie zauważają, że w korytarzu prowadzącym do sali z Moną Lisą wisi inny obraz Leonarda da Vinci, do którego można podejść tak blisko, że widać każde pociągnięcie pędzlem. Ponadto cudzoziemcy narzekający na obecność Arabów w Paryżu i niepamiętający o kolonialnej przeszłości Francji.
A jednak, okazało się że po ucieczce od tego turyzmu Paryż nadal jest miejscem niezwykłym. Spędziłam tam tylko cztery dni i natychmiast miałam mnóstwo pomysłów. Pomysłów i inspiracji na wszystko: na nowe przedsięwzięcia (również artystyczne), na życie, na siebie. Jeden z najważniejszych właśnie realizuję; wróciłam do swojej zaniedbanej i przez lata stłamszonej miłości: Fotografii. Co było tak mocnym bodźcem? Właśnie dawna obecność ludzi, którzy kiedyś podobnie myśleli i czuli, którzy mieli wolę aby tworzyć. To niewiarygodne uczucie usiąść w ulicznej kawiarence koło jakiegoś domu i na ścianie zobaczyć małą, skromną tabliczkę informującą, że właśnie w tym domu mieszkał poeta wyklęty Verlaine a kilkadziesiąt lat później pisarz Ernest Hemingway. Żadnego epatowania, żadnej ostentacji, to przecież oczywiste, że ci ludzie tu mieszkali 😉 Takich miejsc w Paryżu są dziesiątki.
Właśnie wróciła z Paryża moja przyjaciółka. Ciekawe do czego ją ten wyjazd zainspiruje.

Tagged with:
 

One Response to O inspiracjach.

  1. Adam pisze:

    Brawo. Gratulacje dla autora

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *